Dzień po Dniu Walki z Depresją. Co dzieje się, gdy wsparcie jest, a poprawy nie widać?
- Magdalena Borkowska

- 24 lut
- 1 minut(y) czytania

Depresja weszła do języka codziennego. Mówimy czasem: „mam dzisiaj depresję” - mając na myśli chwilowy spadek nastroju, brak sił, czy przygnębienie.
Ale jest też depresja zdiagnozowana. Leczona. Zaopiekowana.
Bliscy wiedzą. Są leki. Jest terapia.
I czasem mimo to pojawia się pytanie:
Dlaczego nie jest mi lepiej?
Powinno być lepiej. Mam przecież wsparcie.
Dlaczego wciąż tak mało czuję?
W leczeniu depresji poprawa nie zawsze przebiega liniowo.
Zdarza się, że najpierw wraca energia, a jednocześnie nadal trudno odczuwać radość czy ulgę. Pojawia się pustka. Zobojętnienie.
Terapia nie jest prostym wzrostem dobrego samopoczucia.
Często prowadzi przez trudne doświadczenia, przez kontakt z tym, co zostało utracone.
W psychoanalitycznym rozumieniu depresja bywa związana z utratą - nie zawsze oczywistą. Może dotyczyć kogoś bliskiego, ale też relacji, wyobrażenia o sobie, niespełnionych nadziei, ważnych myśli o życiu. Gdy żałoba nie może się wydarzyć, pojawia się utknięcie - krążenie wokół bólu bez możliwości przejścia dalej.
A żałoba nie jest stanem radosnym. Wymaga czasu.
W terapii potrzebne jest zaufanie w relacji, by można było stopniowo dopuścić do siebie te przeżycia. Dlatego pojawiają się fluktuacje. Czasem jest lżej, czasem trudniej.
W świecie, który oczekuje szybkiej poprawy, łatwo wywierać na siebie presję: „powinno już mi przejść”.
Tymczasem proces zdrowienia rzadko podporządkowuje się kalendarzowi.
Czasem pierwszym krokiem nie jest „poczucie się dobrze”, ale odzyskanie zdolności do czucia - także tego, co bolesne.
A z czasem coś zaczyna się poruszać.
Wczoraj był Dzień Walki z Depresją. Dziś jest zwykły dzień. A Twoje zmaganie trwa dalej.




Komentarze